top
ramka
bottom
top
ramka
bottom
top
ramka

Wszystkich odsłon od 1 marca 2009:
37 792 055

bottom
top
ramka
bottom
top
ramka

2012-02-03

Seier: Chcę zostać w Płocku

Transfer Mortena Seiera do Wisły Płock był w pewnym sensie przełomowy dla rozwoju polskiego szczypiorniaka. Pokazał, że nasza liga może być atrakcyjna dla piłkarzy ręcznych ze Skandynawii i zachodniej Europy. Duńczyk jest obecnie w ekipie Nafciarzy obcokrajowcem z najdłuższym stażem. Teraz cofa się wspomnieniami do 2008 roku, kiedy to po raz pierwszy zawitał do Blaszak Areny.


Twoja przeprowadzka do Płocka była sporym wydarzeniem w polskim świecie piłki ręcznej. Byłeś jedynym Duńczykiem i w ogóle zawodnikiem z tej części Europy, który zasilił polski klub. Do tamtej pory piłkarze ręczni wędrowali głównie w przeciwnym kierunku.
- Dla mnie przeprowadzka do Polski to była przygoda. Także w Słowenii byłem pierwszym zawodnikiem z Zachodu, pomijając oczywiście osobę Larsa Walthera. Ja to widzę tak - czasami musisz korzystać z możliwości, jakie niesie ze sobą życie. Gra poza granicami Danii daje sposobność do poznania innych krajów i ich kultur. Tego nie zobaczysz podczas dwutygodniowych wakacji. Przenosząc się do Wisły zdawałem sobie sprawę, że to nie jest jakiś anonimowy klub. Regularnie występował w Lidze Mistrzów, sześć razy był mistrzem Polski. W Danii Wisła była w jakimś stopniu rozpoznawalna głównie dzięki występom w europejskich pucharach. Co więcej, podpisałem kontrakt tylko na rok, więc jakby coś szło nie tak, to zawsze miałem możliwość kontynuowania swojej kariery gdzie indziej. Ale jak widzisz, jestem tu już cztery lata i nie żałuję tego.

Jakie były Twoje wrażenia, kiedy zobaczyłeś halę, na której będziesz grał i trenował przez najbliższe kilkanaście miesięcy?
- Kiedy wszedłem po raz pierwszy do Blaszak Areny, powiedziałem do któregoś z chłopaków – „Ok, wiem już gdzie trenujemy. Kiedy będę mógł zobaczyć halę, na której rozgrywamy mecze?” (śmiech). Myślałem, że klub chce oszczędzić na wynajęciu większego obiektu, ale okazało się, że to właśnie jest nasza hala. Nie mogłem na początku w to uwierzyć. Ale później, po pierwszym meczu u siebie, kiedy doświadczyłem tej atmosfery, to może nie było to idealne miejsce do gry, ale czułem, że gram w domu. Faktem jest, że bywały sytuacje, gdy na całą drużynę przypadał jeden prysznic z zimną wodą, ale miałem wielki szacunek do tego miejsca, bo zdawałem sobie sprawę, że to jest kawał historii tego klubu i jak ono jest ważne dla lokalnej społeczności.

Miałeś jakieś niemiłe niespodzianki w pierwszych miesiącach pobytu w Płocku?
- Po podpisaniu z Wisłą swojego pierwszego kontraktu musiałem udać się do Velenje, aby odzyskać pieniądze, które Gorenje było mi dłużne. Pamiętam, że ludzi w Płocku bardzo zdziwiła sytuacja, że klub może nie płacić zawodnikowi pensji. Kilka tygodni później nie dostałem wypłaty z Wisły (śmiech).

Jesteś zawodnikiem, który na treningach zawsze daje z siebie wszystko, co rzuciło się w oczy od pierwszych Twoich zajęć z Wisłą. Nikt nie mógł się nadziwić, jak dużo wysiłku i pasji jesteś w stanie włożyć w pojedynczą sesję treningową. Skąd czerpiesz motywację?
- Wielu piłkarzy ręcznych , bez względu na klub czy narodowość, trenuje dlatego, bo trener tak każe. Ja pracuję dla siebie, żeby z każdym treningiem stawać się lepszy bramkarzem. Walczę  i rywalizuję z samym sobą. Jeśli trener mi mówi, żebym przebiegł 100 metrów w jedenaście sekund, to ja wymagam od siebie, aby przebiec ten dystans w dziesięć sekund. Co więcej, każdy słabszy w moim wykonaniu trening to zepsuty wieczór. Jestem wtedy najzwyczajniej w życiu wściekły na siebie. Przyjechałem tutaj, żeby grać w piłkę ręczną. Jeśli nie trenujesz na sto procent, to co ty tutaj robisz? Droga, którą wybrałem w swojej karierze, wymaga ode mnie wiele poświęceń w obszarze życia prywatnego. Naprawdę płacę za to wysoką cenę. Nieprzykładanie się do treningów było by dla mnie zwykłą stratą czasu, bo mógłbym teraz być z rodziną gdzieś indziej.

Przeżyłeś już w Wiśle kilku trenerów. Mógłbyś krótko scharakteryzować każdego z nich?
- O Bogdanie Kowalczyku wolę się nie wypowiadać. Później nasz zespół objął Oliver Jensen, który miał niezwykle bogate przygotowanie teoretyczne. Dysponował także dużym doświadczeniem w budowaniu struktur klubu i drużyny od podstaw. Pierwsze pół roku jego pracy oceniam bardzo pozytywnie. Starał się nauczyć nas trochę bardziej skandynawskiego podejścia do piłki ręcznej. Nie wiem jednak, co się stało w przerwie letniej. Klub sprowadził wtedy nowych zawodników i można było odnieść wrażenie, że teraz już nawet nie musimy trenować, żeby odnieść sukces. Przygotowanie fizyczne, które było naszą mocną stroną w pierwszym okresie jego pracy, w nowym sezonie zeszło na dalszy plan. Nie chodzi o to, że byliśmy bez formy. Po prostu nie byliśmy przygotowani tak dobrze, jak pół roku wcześniej. Poza tym, nigdy nie zrozumiem, jak szkoleniowiec może podawać się do dymisji. Nieważne, jaka to dyscyplina. Jeśli jesteś trenerem, to powinieneś nim być, dopóki cię nie wyrzucą. Jeśli nie masz już pomysłu na prowadzenie drużyny i jeszcze nie zostałeś wylany, to pracujesz dla pieniędzy. W innym razie, okazujesz brak szacunku wobec wszystkich dookoła.

Co z Thomasem Sivertssonem?
- Za Thomasa byliśmy znakomicie przygotowani pod względem taktycznym. Był przy tym bardzo miłym gościem, jednak za miłym, żeby w tamtym okresie objąć polski klub. Do tego zdawał sobie sprawę, że jest tu tylko na chwilę. Nie mówię, że nie zależało mu na wygrywaniu meczów, ale jakiego byśmy miejsca nie zajęli na koniec sezonu, za bardzo by się tym nie przejął.

Przejdźmy zatem do przyjemniejszego tematu. Byłeś jednym z bohaterów ostatniego finału mistrzostw Polski. Kibice odwdzięczyli Ci się „falą”, która do dzisiaj towarzyszy każdemu skandowaniu Twojego nazwiska. To musiał być dla Ciebie w tamtym spotkaniu potężny zastrzyk pozytywnej energii.
- Szczerze, jak jestem na parkiecie, to nie słyszę, ani nie widzę, co się dzieje na trybunach. Kiedy gram mecze, jestem skupiony tylko i wyłącznie na swojej pracy. Owszem, kibice zawsze potrafią stworzyć niesamowitą atmosferę na trybunach i zagrzać drużynę do walki, ale jak to robią i co krzyczą jakoś do mnie nie dociera. To był mój dziewiąty finał w karierze i pierwszy raz, kiedy udało mi się wygrać, więc dla mnie był to magiczny wieczór. Nie potrafię opisać tego, co czułem, gdy zobaczyłem zachowanie kibiców po końcowym gwizdku sędziego. Do dzisiaj jak to opowiadam, to przechodzi mnie gęsia skórka. Kiedy mój czas w Płocku minie, ten moment będę zawsze wspominał i opowiadał o nim swoim dzieciom i wnukom. Oba mecze mam oczywiście na DVD, więc będę miał im co pokazywać (śmiech). Korzystając z okazji, dziękuję fanom za to, że dostarczyli mi osobiście tyle emocji w tamten wieczór.

Masz już 34 lata, więc jak na bramkarza jest to złoty wiek. Chciałbyś się sprawdzić jeszcze w jakieś innej lidze?
- Jestem trochę w rozterce, głównie przez moje życie prywatne. Gdyby moja żona mogła być cały czas ze mną, prawdopodobnie chciałbym jeszcze spróbować swoich sił w innym klubie. Jednak w takiej sytuacji, jakiej się znajduję, musiałaby się pojawić jakaś wyjątkowa okazja, żeby opuścić Płock na rzecz innego kraju niż Słowenia.

Chciałbyś zagrać jeszcze w drużynie narodowej, czy ten rozdział jest już dla Ciebie zamknięty?
- Zagrałem jeden mecz w reprezentacji. Ostatni raz byłem na jakimś zgrupowaniu mniej więcej pięć lat temu. Nie chcę wyjść na aroganta, ale cieszę się, że nie otrzymuję już powołań. Oczywiście, że chciałbym reprezentować barwy narodowe i pojechać na jakiś turniej. Jednak każde takie zgrupowanie oznaczałoby dla mnie rezygnację z czasu, jaki mógłbym spędzić z rodziną. To byłaby dla mnie niezwykle ciężka decyzja.

Zakończmy może najbardziej aktualnymi wydarzeniami. Jak wygląda sytuacja z Twoim kontraktem?
- Miałem umowę z klubem, że na początku stycznia porozmawiamy na ten temat. W święta spotkałem się z rodziną, omówiliśmy pewne kwestie związane z moją dalszą karierą i kilka tygodni temu dałem Wiśle odpowiedź, że chciałbym jeszcze zostać w Płocku. Zarówno ja, jak i Zarząd przedstawiliśmy swoje oczekiwania co do dalszej współpracy i póki co czekam na dalszą część rozmów.

 

Galeria do tej informacji (klknij na miniaturze, aby ją powiększyć):

źródło:

« wróć

 

Zobacz również z :

  Wiadomości 1 - 10 z 364

dodano: 2012-05-15  
Wielka Finałowa promocja
Specjalnie na finały mistrzostw Polski SPR Wisła Płock rozpoczęła promocję gadżetów dla kibiców. Chcemy, aby w najbliższy weekend płoccy fani stworzyli niezapomnianą atmosferę i pomogli Nafciarzom w obronie mistrzowskiego tytułu, dla czytaj więcej »

 

dodano: 2012-05-15  
Walther: Zabrakło sił
W niedzielę Orlen Wisła poniosła drugą porażkę w finale mistrzostw Polski i przed meczami w Orlen Arenie znalazła się pod ścianą. Po meczu trener Lars Walther tłumaczył, że w końcowych minutach tego spotkania jego podopiecznym zabrakło już sił. czytaj więcej »

 

dodano: 2012-05-15  
Orlen Wisła ponownie słabsza
W drugim finałowy spotkaniu Orlen Wisły z Vive Targi po raz kolejny lepsi okazali się wicemistrzowie Polski. W niedzielę Nafciarze przegrali 21:28 i ich sytuacja przed meczami w Płocku jest bardzo trudna.   Orlen Wisła Płock do niedzielnego czytaj więcej »

 

dodano: 2012-05-15  
Walther: Słaby początek
Na konferencji prasowej po pierwszym spotkaniu finałowym pomiędzy Orlen Wisłą Płock, a Vive Targi Kielce, trener Lars Walther przyznał, że jego podopiecznie sobotni mecz zaczęli zbyt bojaźliwie   Lars Walther: Na początku zaczęliśmy słabo czytaj więcej »

 

dodano: 2012-05-15  
Kubisztal: Jesteśmy w stanie wygrać
W sobotę nasza drużyna musiała uznać wyższość Vive Targi Kielce. Duży wpływ na wynik końcowy miały liczne kary dwuminutowe. Łącznie nasza drużyna przez 22 minuty grała w osłabieniu.   - W końcówce sędziowie zaczęli rozdawać kary za ka czytaj więcej »

 

dodano: 2012-05-15  
Bez Wiśniewskiego do końca sezonu
Już na początku sobotniego meczu Adam Wiśniewski po jednym z zagrań zawodnika z Kielc bardzo niebezpiecznie upadł na parkiet. Jak się okazało po badaniach w szpitalu, nasz lewoskrzydłowy doznał złamania wyrostka kości ogonowej i do końca sezonu Naf czytaj więcej »

 

dodano: 2012-05-11  
Wichary: Szukać swojej szansy
Żeby myśleć o mistrzostwie, musimy tak czy inaczej wygrać chociaż jeden mecz w Kielcach – mówi Marcin Wichary. Najbliższa okazja do realizacji tego zadania już w najbliższy weekend. Przed naszą drużyną ostatnie treningi przed pierwszymi czytaj więcej »

 

dodano: 2012-05-11  
Zajączkowski: Nie ma zdecydowanego faworyta
W tym sezonie na krajowym podwórku nasi najbliżsi przeciwnicy przegrali tylko raz. Było to w ostatniej kolejce rundy zasadniczej, kiedy to kielczanie sensacyjnie musieli uznać wyższość ekipy z Zabrza, prowadzonej przez doskonale znanemu pło czytaj więcej »

 

dodano: 2012-05-10  
Eklemović: To nie mój pierwszy finał
Nikola Eklemović to jeden z najbardziej doświadczonych zawodników naszej drużyny i to na jego barkach będzie spoczywało reżyserowanie poczynaniami swoich kolegów w nadchodzących meczach finałowych.  - Atmosfera w drużynie jest czytaj więcej »

 

dodano: 2012-05-10  
Wspominamy złoty medal 02’
Sukces naszej drużyny sprzed dokładnie dziesięciu lat był jednym z najbardziej wyczekiwanych. Po sezonie 1994/1995, w którym ówczesna Petrochemia Płock zdobyła swój pierwszy tytuł mistrza Polski, Nafciarze na trwałe zagościli czytaj więcej »

 

Zobacz wszystkie wiadomości z »

 

bottom
29 839 577